my escape to better world

Don't drown your cat in your mind,
let them live their lives, let them leave hair in every corner of your virgin mind, scratch behind the ear, do spring for they, release the monsters, let them play together,
let them celebrate every crazy moment, saturate you what no one else sees, let him release all of you, so others can see it ...


miod podrozal - fragmenty
_____________________________________________________________________________
wszystkie tresci zamieszczone na tym blogu sa wlasnoscia autora i nie moga byc wykorzystywane, publikowane, rozpowszechniane bez jego zgody.
Zła kobieta nigdy nie może być dobrą panią domu. Zimny pot ściekający po opalonym czole, nerwowe, wkurwione ręce, ból brzucha nasilający się wprost proporcjonalnie do bólu płaczliwych oczu. “Za błędy się płaci”. Dziękuję za wsparcie. Kontynuujemy smutny przemarsz przez pogrzebaną naiwność, tupanie nogami, salom przez jarmark próżności i jestestwa lokalnego otoczenia, tak na dobicie. Nie zmieniaj się, niech twoje dobre serce nie stanie się podłą suką węszącą spiski, patrzącą z ukradka, niech nie stawia cię w szeregu z tymi, na widok których dostajesz regularnych mdłości.

Zła kobieta nigdy nie może być dobrą panią domu. Zimny pot ściekający po opalonym czole, nerwowe, wkurwione ręce, ból brzucha nasilający się wprost proporcjonalnie do bólu płaczliwych oczu. “Za błędy się płaci”. Dziękuję za wsparcie. Kontynuujemy smutny przemarsz przez pogrzebaną naiwność, tupanie nogami, salom przez jarmark próżności i jestestwa lokalnego otoczenia, tak na dobicie. Nie zmieniaj się, niech twoje dobre serce nie stanie się podłą suką węszącą spiski, patrzącą z ukradka, niech nie stawia cię w szeregu z tymi, na widok których dostajesz regularnych mdłości.

Jakaś magiczna siła skumulowana jeszcze przed rozpoczęciem romansu z samą sobą wyciągnęła ze mnie pokłady determinacji, której istnienie w moim leniwym, spętanym brakiem wiary w swoje możliwości mózgu, jest dla mnie tajemnicą lasu. A może po prostu znów jestem na tyle silna, na tyle opływająca w dostatku wsparcia, miłości i innych tego typu uroczych rzeczy będących podmiotem zawiści i zazdrości, że po prostu nie boję się znów walczyć, powracać do dawnej siebie.

Jakaś magiczna siła skumulowana jeszcze przed rozpoczęciem romansu z samą sobą wyciągnęła ze mnie pokłady determinacji, której istnienie w moim leniwym, spętanym brakiem wiary w swoje możliwości mózgu, jest dla mnie tajemnicą lasu. A może po prostu znów jestem na tyle silna, na tyle opływająca w dostatku wsparcia, miłości i innych tego typu uroczych rzeczy będących podmiotem zawiści i zazdrości, że po prostu nie boję się znów walczyć, powracać do dawnej siebie.

kolejny wyższy level egzystencji. wyższy level emocji, namiętności, uczuć, zaangażowania. włażąc po szczeblach każdego dnia masz lepsze widoki, widzisz coraz więcej, wchodzisz coraz śmielej, mimo panicznego lęku wysokości. drabina potrzeb i chęci ich realizacji nie ma końca. spełnienie niejedno ma imię, a ja wdrapuję się marząc starannie o dopełnieniu tego życia banałami. banałem legalizacji miłości, banałem poświęcenia swojego życia istocie trzeciej, banałem wicia gałązkami oddania gniazda rogato w swoim rodzaju jedynego. bo poczucie, że to jest to, wypełnia cała moją wewnętrznie wolną przestrzeń, łechtając szczęśliwe wszystkie przewody nerwowe. tego jeszcze nie było…

kolejny wyższy level egzystencji. wyższy level emocji, namiętności, uczuć, zaangażowania. włażąc po szczeblach każdego dnia masz lepsze widoki, widzisz coraz więcej, wchodzisz coraz śmielej, mimo panicznego lęku wysokości. drabina potrzeb i chęci ich realizacji nie ma końca. spełnienie niejedno ma imię, a ja wdrapuję się marząc starannie o dopełnieniu tego życia banałami. banałem legalizacji miłości, banałem poświęcenia swojego życia istocie trzeciej, banałem wicia gałązkami oddania gniazda rogato w swoim rodzaju jedynego. bo poczucie, że to jest to, wypełnia cała moją wewnętrznie wolną przestrzeń, łechtając szczęśliwe wszystkie przewody nerwowe. tego jeszcze nie było…

Cztery zwariowane miesiące dobiegają końca. Miesiące łez, oczekiwania, niepewności, drobnych radości, wyrównanego oddechu. I nasz test zdany na najwyższą notę. Mogłabym w kółko powtarzać jak bardzo jestem szczęśliwa, choć na dobrą sprawę czuję, że nie wszystko do mnie dociera, a stan prawdziwej euforii dopiero przede mną. Część mnie tańczy do deszczowej piosenki, dla równowagi druga część siedzi opatulona w kolorowy kocyk i starym zwyczajem obgryza paznokcie w obawie, że za dużo dobra naraz, że tu musi być coś drobnym druczkiem, coś nierejestrowalnego dla moich dzikich, roztrzepanych oczu. Z jednej strony głęboko wierzę w karmę, z drugiej zaś nadstawiam po bożemu drugi policzek, bo taka jest kolej rzeczy. A gdyby tak odtrącić na chwilę, bądź na zawsze, swoje polskie przekonania o słuszności czarnych myśli? A gdyby tak po prostu się uśmiechnąć?

Cztery zwariowane miesiące dobiegają końca. Miesiące łez, oczekiwania, niepewności, drobnych radości, wyrównanego oddechu. I nasz test zdany na najwyższą notę. Mogłabym w kółko powtarzać jak bardzo jestem szczęśliwa, choć na dobrą sprawę czuję, że nie wszystko do mnie dociera, a stan prawdziwej euforii dopiero przede mną. Część mnie tańczy do deszczowej piosenki, dla równowagi druga część siedzi opatulona w kolorowy kocyk i starym zwyczajem obgryza paznokcie w obawie, że za dużo dobra naraz, że tu musi być coś drobnym druczkiem, coś nierejestrowalnego dla moich dzikich, roztrzepanych oczu. Z jednej strony głęboko wierzę w karmę, z drugiej zaś nadstawiam po bożemu drugi policzek, bo taka jest kolej rzeczy. A gdyby tak odtrącić na chwilę, bądź na zawsze, swoje polskie przekonania o słuszności czarnych myśli? A gdyby tak po prostu się uśmiechnąć?

(…)W mistrzostwach na niezdecydowanie i komplikowanie sobie życia byłabym z pewnością na jakimś podium, z wieńcem laurowym na szyi, co to miałabym później na czym spoczywać. Smutek na twarzy gości, kiedy zdajesz sobie sprawę, że zamiast dekalogu dzielnie wypełniasz prawa Murphy’ego. Nie jestem stworzona do życia w dzisiejszych czasach, Mam wrażenie, że wycięto mnie z jakiejś skandynawskiej krainy, gdzie łosie pukają w okno kuchni, kiedy przygotowujesz przezdrowe skandynawskie śniadanie, odpoczywasz w skandynawskim białym domku ze skandynawskimi akcentami, skandynawski śnieg oblega dookoła pustkowie, w którym się znajdujesz, a w domku pali się skandynawskie drewno w skandynawskim kominku. I absolutnie nie obchodzi mnie, co się dzieje dookoła(…)’

(…)W mistrzostwach na niezdecydowanie i komplikowanie sobie życia byłabym z pewnością na jakimś podium, z wieńcem laurowym na szyi, co to miałabym później na czym spoczywać. Smutek na twarzy gości, kiedy zdajesz sobie sprawę, że zamiast dekalogu dzielnie wypełniasz prawa Murphy’ego. Nie jestem stworzona do życia w dzisiejszych czasach, Mam wrażenie, że wycięto mnie z jakiejś skandynawskiej krainy, gdzie łosie pukają w okno kuchni, kiedy przygotowujesz przezdrowe skandynawskie śniadanie, odpoczywasz w skandynawskim białym domku ze skandynawskimi akcentami, skandynawski śnieg oblega dookoła pustkowie, w którym się znajdujesz, a w domku pali się skandynawskie drewno w skandynawskim kominku. I absolutnie nie obchodzi mnie, co się dzieje dookoła(…)’

(…) każde potknięcie, każde słowo, gest ciągnie za sobą lawinę pytań. pytań od ludzi hobbystycznie zainteresowanych czyimś życiem. czyjąś prywatną sprawą. gotowi do oceny. niektórzy - wytrwali weteranie, którzy wiedzą znacznie więcej ode mnie jak mi się żyło, jak było, jak być powinno, z gotową receptą na moje dalsze życie, chętni nawet przeżyć je za mnie, gdyby tylko mogli..

(…) każde potknięcie, każde słowo, gest ciągnie za sobą lawinę pytań. pytań od ludzi hobbystycznie zainteresowanych czyimś życiem. czyjąś prywatną sprawą. gotowi do oceny. niektórzy - wytrwali weteranie, którzy wiedzą znacznie więcej ode mnie jak mi się żyło, jak było, jak być powinno, z gotową receptą na moje dalsze życie, chętni nawet przeżyć je za mnie, gdyby tylko mogli..

z listów do D.
swego czasu miałam taką bardzo popularną przypadłość. ściągałam na siebie samych debili i pozbawionych ludzkich uczuć samozwańczych macho. heh. nastolatka pragnąca miłości za taką weźmie wszystko, byle ktoś poświęcił jej więcej uwagi i powiedział to, co chce usłyszeć. pojęcie prawdziwej miłości znałam jedynie z teenejdżowych książek, które namiętnie wypożyczałam i zatapiałam się w nich rozmarzona. stwarzałam wokół siebie pozory, którymi samą siebie karmiłam. tym oto sposobem miałam wiele miłości. każda kończyła się tragicznie.

z listów do D.

swego czasu miałam taką bardzo popularną przypadłość. ściągałam na siebie samych debili i pozbawionych ludzkich uczuć samozwańczych macho. heh. nastolatka pragnąca miłości za taką weźmie wszystko, byle ktoś poświęcił jej więcej uwagi i powiedział to, co chce usłyszeć. pojęcie prawdziwej miłości znałam jedynie z teenejdżowych książek, które namiętnie wypożyczałam i zatapiałam się w nich rozmarzona. stwarzałam wokół siebie pozory, którymi samą siebie karmiłam. tym oto sposobem miałam wiele miłości. każda kończyła się tragicznie.


Nic nie mamy do stracenia, wypowiadane w wieku dwudziestu prawie czterech lat brzmi jak skamlenie, jak coś nieprawdopodobnie żałosnego i smutnego, a jednak gdzieś w duchu daje nadzieję na zbudowanie czegoś, czego utrata mogłaby już wiele kosztować. Nawet szczególnie nie rusza mnie to, że ostatniego sylwestra spędzę tu z tabletkami walczącymi z choróbskami naszej wspaniałej złotojesiennej zimy, zapijanymi gorącym fervexem i zimnym martini ze spritem, w bardzo kameralnym gronie. Bardziej wszystko mi jedno być nie może.

Nic nie mamy do stracenia, wypowiadane w wieku dwudziestu prawie czterech lat brzmi jak skamlenie, jak coś nieprawdopodobnie żałosnego i smutnego, a jednak gdzieś w duchu daje nadzieję na zbudowanie czegoś, czego utrata mogłaby już wiele kosztować. Nawet szczególnie nie rusza mnie to, że ostatniego sylwestra spędzę tu z tabletkami walczącymi z choróbskami naszej wspaniałej złotojesiennej zimy, zapijanymi gorącym fervexem i zimnym martini ze spritem, w bardzo kameralnym gronie. Bardziej wszystko mi jedno być nie może.

Okres, który niegdyś najchętniej przesiedziałoby się przed kompem, grając z równie wynudzonymi ludźmi w chińczyka, dziś jest tym, dla którego, nawet na 48 godzin spędza się w podróży naziemnej i powietrznej ponad sześć godzin w jedną stronę. To chyba nazywa się ta dojrzałość, w której bliskość rodziny zaczyna być istotna, w której zaczyna się doceniać tych, którzy wciąż są tu z nami, a których brakuje w tym moim nowym świecie. I w końcu ta jedna jedyna osoba, dla której przejechałoby się cały świat tylko po to, by się prostu przytulić. Nie ma nic cudowniejszego.

Okres, który niegdyś najchętniej przesiedziałoby się przed kompem, grając z równie wynudzonymi ludźmi w chińczyka, dziś jest tym, dla którego, nawet na 48 godzin spędza się w podróży naziemnej i powietrznej ponad sześć godzin w jedną stronę. To chyba nazywa się ta dojrzałość, w której bliskość rodziny zaczyna być istotna, w której zaczyna się doceniać tych, którzy wciąż są tu z nami, a których brakuje w tym moim nowym świecie. I w końcu ta jedna jedyna osoba, dla której przejechałoby się cały świat tylko po to, by się prostu przytulić. Nie ma nic cudowniejszego.

"Zawsze robię plany na przyszłość i zawsze zaskakuje mnie teraźniejszość". Już bez planów, oddać się pasmu wydarzeń z serii "co ma być to będzie", delikatnymi kroczkami próbując choć uszczknąć realizacji marzeń.

"Zawsze robię plany na przyszłość i zawsze zaskakuje mnie teraźniejszość". Już bez planów, oddać się pasmu wydarzeń z serii "co ma być to będzie", delikatnymi kroczkami próbując choć uszczknąć realizacji marzeń.

Nie ma chyba nic gorszego niż nadawanie imion swoim potworom.

Nie ma chyba nic gorszego niż nadawanie imion swoim potworom.

Człowiek tak bardzo żądny jest stabilności emocjonalnej, pokłada nadzieje w każdym napotkanym człowieku, daje z siebie ponad normę, a są rzeczy, które nagle się kończą. Z naszej czy z ich winy, nie ma co roztrząsać. Ważne, że większość relacji umiera samoistnie, wszystko dzięki naturalnej selekcji. Czy żałuję? Zapewne niektórych tak, bo wprowadziły w moje życie wiele dobrego, ale też nauczyły mnie jednej najważniejszej rzeczy. Przyjaciele bywają.

Człowiek tak bardzo żądny jest stabilności emocjonalnej, pokłada nadzieje w każdym napotkanym człowieku, daje z siebie ponad normę, a są rzeczy, które nagle się kończą. Z naszej czy z ich winy, nie ma co roztrząsać. Ważne, że większość relacji umiera samoistnie, wszystko dzięki naturalnej selekcji. Czy żałuję? Zapewne niektórych tak, bo wprowadziły w moje życie wiele dobrego, ale też nauczyły mnie jednej najważniejszej rzeczy. Przyjaciele bywają.

Dobrze, że mam Ciebie. Dzięki Tobie serce mi rośnie i duszę wypełnia ciepło, a świat może się psuć swobodnie od środka. Nie dbam o to.

Dobrze, że mam Ciebie. Dzięki Tobie serce mi rośnie i duszę wypełnia ciepło, a świat może się psuć swobodnie od środka. Nie dbam o to.

 

nie rozcinaj tego, co można rozwiązać. nie po to urodzono Cię pod znakiem barana, żeby teraz dawać dupy i walkowerem oddawać wszystko, o co do teraz walczyłaś. tylko skąd czerpać siły? gdzie dorwać ten malutki motorek pełen mocy, którą samemu rozdawało się na wszystkie strony? altruizm uzależnia i zawsze kończy się tak samo. odporność rzeczą wprost proporcjonalną do upadków. upadków, po których się wstanie.

nie rozcinaj tego, co można rozwiązać. nie po to urodzono Cię pod znakiem barana, żeby teraz dawać dupy i walkowerem oddawać wszystko, o co do teraz walczyłaś. tylko skąd czerpać siły? gdzie dorwać ten malutki motorek pełen mocy, którą samemu rozdawało się na wszystkie strony? altruizm uzależnia i zawsze kończy się tak samo. odporność rzeczą wprost proporcjonalną do upadków. upadków, po których się wstanie.

Cóż za abstrakcja. Nigdy nie będę dla Ciebie przykładną żoną i przykładną matką dla Twych dzieci. Nie będę codziennie sterczała nad patelnią i smażyła kurczaka na codzienny obiad, ścierając codzienny kurz z codziennej kanapy, w codziennym uśmiechu i radości z prowadzenia naszego pięknego codziennego kurnika. Napominania mojej mamy prowadzące mnie do kuchni, zrób coś, co Damian pomyśli, będzie zły, bądź kobietą… Jestem kobietą, ale nie kurą. Pazury mam do wydrapywania z ziemi ziarenek szans gotowych do realizacji a dziób do kłapania na prawo i lewo, nie do smakowania czy zupa nie jest za słona…a Ty mówisz, że właśnie za to mnie kochasz…

Cóż za abstrakcja. Nigdy nie będę dla Ciebie przykładną żoną i przykładną matką dla Twych dzieci. Nie będę codziennie sterczała nad patelnią i smażyła kurczaka na codzienny obiad, ścierając codzienny kurz z codziennej kanapy, w codziennym uśmiechu i radości z prowadzenia naszego pięknego codziennego kurnika. Napominania mojej mamy prowadzące mnie do kuchni, zrób coś, co Damian pomyśli, będzie zły, bądź kobietą… Jestem kobietą, ale nie kurą. Pazury mam do wydrapywania z ziemi ziarenek szans gotowych do realizacji a dziób do kłapania na prawo i lewo, nie do smakowania czy zupa nie jest za słona…

a Ty mówisz, że właśnie za to mnie kochasz…